Historia ulicy Śniadeckich rozpoczyna się w 1770 roku, kiedy na podstawie planu zabudowy, nazywanym założeniem ujazdowskim, wytyczono jej przebieg. Przez niemal 100 lat droga prowadziła przez niezabudowane grunty uprawne i nie posiadała nazwy. Zmiany nadeszły wraz z drugą połową XIX. Wzdłuż ulicy powstawały coraz to nowsze kamienice, coraz więcej warszawiaków znajdowało tu swój dom. W związku z czym, w styczniu 1880 roku ówczesne władze Warszawy zdecydowały nadać drodze nazwę – Kalikstra i w ten sposób upamiętnić rosyjskiego prezydenta Warszawy – Kalikstra Witkowskiego. 

Na początku XX wieku jednym z mieszkańców ulicy był architekt – Marian Kontkiewicz. W 1913 roku mieszkał on przy Kaliksta 12 m.17. W tym czasie nieopodal trwała budowa kamienicy jego autorstwa. 

Kontkiewicz podjął się niełatwego zadania stworzenia budynku na specyficznej kształtem parceli, umiejscowionej pomiędzy dwoma innymi kamienicami i dodatkowo ograniczonej ulicami Kalikstra i 6 sierpnia. Oryginalny projekt zakładał budowę kilkupiętrowej kamienicy z wysokim parterem i zwieńczeniem w postaci mansardowego dachu. Odważny projekt udało się zrealizować i kamienica pod 23 została wzniesiona w latach 1913-1914 w stylu neobarokowym. 

Zarówno od strony dzisiejszej Nowowiejskiej (niegdyś 6 sierpnia) jak i Śniadeckich (Kalikstra) elewację kamienicy przecinały liczne zdobienia z długimi na szerokość budynku balkonami na czele. Wśród detali architektonicznych można znaleźć również gzymsy koronujące,  girlandy kwiatowe i zdobienia z motywem liści akantu.

Od strony ulicy Śniadeckich, powyżej głównego wejścia do budynku, umiejscowiono tablicę z imieniem i nazwiskiem architekta oraz datą powstania kamienicy. Z tablicą tą wiąże się ciekawa historia. Oryginalny i bardzo udany projekt budynku wzbudzał zainteresowanie warszawiaków i zazdrość kolegów po fachu. Wśród nich znalazł się współpracownik, a jednocześnie szwagier architekta – Juliusz Nagórski. Ten rozpowiadał, że to on jest odpowiedzialny za projekt kamienicy. Nie była to pierwsza taka sytuacja. Ale to właśnie przypisywanie sobie autorstwa projektu domu przy Kalistra 23 przelało szalę goryczy i było początkiem końca współpracy architektów . Rozzłoszczony Kontkiewicz zdecydował się położyć kres dyskusji i podkreślić swoje autorstwo poprzez wmurowanie tablicy z datą powstania budynku i swoim nazwiskiem.

Kolejny elementem wystroju elewacji, zasługującymi na szczególną uwagę, jest zdobienie głównego wejścia do kamienicy. Pomiędzy dwoma rogami obfitości umiejscowiono głowę kobiety. Kobiety, która choć nie żyje od kilkuset lat, nazywana jest “najczęściej całowaną na świecie”.

Historia maski rozpoczyna się w XIX-wiecznym Paryżu, kiedy to na wysokości Luwru wyciągnięto z wód Sekwany ciało młodej dziewczyny. Zdecydowano, że ciało kobiety trafi do kostnicy znajdującego się w pobliżu katedry Notre-Dame. Po przebadaniu, ocenione na około 16 lat, ciało dziewczyny zostało wystawione na widok publiczny. Było to zgodne z ówczesnymi zwyczajami i miało na celu pomóc zidentyfikować zmarła osobę. Paryżanie tłumnie odwiedzali kostnicę, zachwycając się nietuzinkową, delikatnie uśmiechnięta twarzą topielicy. Niestety jej tożsamości nigdy nie ustalono, jednak dziewczyna na zawsze wpisała się na karty historii. Legenda mówi, że to jeden z patologów badających ciało tak zachwycił się rysami kobiety, że postanowił zrobić gipsowy odlew jej twarzy. Stworzona maska stała się na tyle popularna, że w niedługim czasie zaczęto sprzedawać jej reprodukcje. Twarz dziewczyny stała się jednym z nieoficjalnych symboli Paryża. Reprodukcje kupowali nie tylko rodowici mieszkańcy stolicy Francji, ale i turyści.  Zyskała również uwagę świata artystycznego. Wspominał o niej między innymi Albert Camus, a Vladimir Nabokov inspirował się nią podczas pisania “Lolity”. W 1926 roku  wydano album masek pośmiertnych. Została tam zaprezentowana również maska paryskiej topielicy. W albumie tym nadano jej nową tożsamość – “L’Inconnue de la Seine” czyli “Nieznajoma z Sekwany”. 

      Bardzo możliwe że wraz ze zmieniającą się rzeczywistością i normami społecznymi Nieznajoma z Sekwany odeszłaby w zapomnienie. Jednak nie stało się tak za sprawą trzech mężczyzn. W 1957 roku postanowiono stworzyć manekina do nauki sztucznego oddychania. Panowie Åsmund S. Lærdal, Peter Safar, James Elam zdając sobie sprawę z panujących uprzedzeń, a więc obawiając się zarzutów o propagowanie homoseksualizmu, zdecydowali się na nadanie manekinowi kobiecych cech. Na wzór wybrali twarz Nieznajomej z Sekwany. I tak od 1960 roku “Rescue Anne” wykorzystywana jest na całym świecie do nauki resuscytacji krążeniowo-oddechowej, co czyni ją najczęściej całowaną twarzą naszego globu. 

Jak wspomniałam wcześniej, maska niemal natychmiast stała się bardzo popularna. Zachwycił się nią również Stanisław Kontkiewicz – ojciec Mariana. W 1882 roku przy okazji wyjazdu służbowego do Algierii odwiedził on Paryż. Jedną z przywiezionych przez niego pamiątek była właśnie reprodukcja maski topielicy. Być może częste obcowanie z twarzą kobiety spowodowało, że podczas projektowania swojej kamienicy 28-letni Marian zdecydował się uwzględnić ją w swoim projekcie. 

Wejście główne do kamienicy prowadzi nas do eleganckiego, wyłożonego marmurem, bogatego w dekoracje sztukatorskie westybulu. Dzięki trzem – pięknie obramowanym sztukaterią – lustrom wnętrze zostało optycznie powiększone i robi niesamowite wrażenie. 

Drzwi po prawej, na dole schodów prowadzą na korytarze, które niegdyś pełniły dwie funkcje: łączyły kamienicę Kontkiewicza z sąsiadującym XIX-wiecznym budynkiem (niestety został on  rozebrany w czasach powojennych, a w jego miejscu postawiono słynny “szkieletor”) oraz prowadziły na podwórze – studnie i kuchenną klatkę schodową. 

Ciasna, drewniana, kuchenna klatka schodowa jest bardzo skromna. Na każdym piętrze znajduje się wejście do dwóch lokali, pomiędzy nimi umiejscowionej są schowki. Podobno oryginalny projekt przewidywał również na tej klatce windę.

Główna klatka schodowa umiejscowiona jest na przeciwko tej kuchennej, aby jednak na nią wejść trzeba wrócić do westybulu i pokonać schody. Klatka ma trójkątny kształt, w duszy schodów umiejscowiono szyb windowy. Oryginalna winda miala kształt trapezu, wyłożona była mahoniem i przedszkola kryształowymi szybami. Niestety nie przetrwała do dzisiejszych czasów.

Stopnie schodów wyłożono marmurem, niegdyś pokrywał je czerwony dywan. Jednak również po nim nie pozostał żaden ślad. Posadzkę półpięter i pięter wyłożono zaś prostymi beżowo – szarymi płytkami. Oryginalnie na każdym piętrze mieściły się wejścia do dwóch mieszkań. Te od strony ul. Nowowiejskiej były większe, pięciopokojowe, zaś te od Śniadeckich nieco mniejsze – czteropokojowe. Wszystkie lokale były wyposażone w centralne ogrzewanie, kuchnie gazowe oraz osobną łazienkę i toaletę. W mieszkaniach nie było za to służbówek. Te umiejscowiono na ostatnim poziomie kamienicy, ukrytym pod mansardowym dachem. W celu kontaktowaniu się ze służbą, w każdym mieszkaniu zainstalowano system dzwonków. Oprócz pokoi dla służby, na ostatnim piętrze znajdowała się również prywatna pracownia architekta. Marian Kontkiewicz wprowadził się do budynku w 1914 roku. Kilka lat później zdecydowano się na przemianowanie ulicy Kalikstra na – funkcjonująca do dziś – nazwę upamiętniającą braci Jana i Jędrzeja Śniadeckich 

W latach 20 XX wieku kamienica została sprzedana Józefowi Mineyko, którego rodzina mieszkała tu podczas okupacji do pierwszych dni Powstania Warszawskiego. Ulica Śniadeckich niemal w całości, przez 63 dni wchodziła w skład terenu opanowanego przez Powstańców z 3 Batalionu Pancernego Armii Krajowej “Golski” W pierwszych dniach Powstania tuż pod kamienicą postawiono barykadę. Do jej budowy wykorzystano wszystko co znalazła się w pobliżu, między innymi płyty chodnikowe i meble. Jednak usytuowanie kamienicy w pobliżu terenu Politechniki Warszawskiej i niemieckich stanowisk na ulicy 6 sierpnia (dzisiejsze budynki Szpitala Nowowiejskiego i MON) spowodowało, że 23 znalazła się niemal na pierwszej linii frontu. Od 2 sierpnia budynek był kilkakrotnie ostrzeliwany, na szczęście, choć z mocno zrytą kulami elewacją, przetrwał w nietkniętym kształcie.

Po kapitulacji Powstania, 5 października 1944 ok 9:15 powstańcze oddziały z rejonu Śródmieście Południowe zebrały się w czteroosobowej kolumnie przy ulicy Śniadeckich.  Zwartym szykiem przechodząc przez częściowo rozebraną barykadę, tuż pod kamienicą Kontkiewicza, udawali się do niewoli. Wśród maszerujących Powstańców byli również oficerowie Komendy Głównej AK z generałem Tadeuszem “Borem” Komorowskim na czele.

Choć żołnierze byli zmuszenie się poddać i oddać  broń zrobili to z żołnierskim honorem i dumą. Składana przez nich broń, choć na pozór sprawna, była specjalnie zdezelowana, tak aby Niemcy nie mogli jej użyć. Kolumnę Powstańczą żegnał tłum płaczących w milczeniu cywili. Cywili, którzy chwilę później również zostali zmuszeni do opuszczenia Warszawy i ruszyli do obozu przejściowego ulokowanego na terenie zakładów URSUS. 

Po kapitulacji i opuszczeniu przez ludność ulicy Śniadeckich, Niemcy przystąpili do dewastacji okolicy. Kamienica przy Śniadeckich 23 uległa częściowemu zniszczeniu. Gdy w 1945 roku jej mieszkańcy wrócili do Warszawy zastali budynek w opłakanym stanie. Brak było mu mansardowego dachu, a stropy do 3 piętra były przebite. Na szczęście, dzięki wspólnym nakładom finansowym mieszkańców 23 z Józefem Mineyko na czele, kamienicę udało się odremontować. Odbudowano zawalone piętra od strony ul. Nowowiejskiej, naprawiono przebite kondygnacje. Niestety zrezygnowano z odtworzenia części długich balkonów i mansardowego dachu. 

W późniejszych, powojennych latach los kamienicy znowu zawisł na włosku. Dekretem Bieruta kamienica pod 23 została odebrana właścicieli i upaństwowiona. Choć wewnątrz doszło do nieodwracalnych zmian, takich jak wtórny podział lokali, pozbycia się dekoracyjnych elementów wnętrza (zdjęto lustra i czerwony dywan na schodach głównej klatki schodowej, zdemontowano mahoniową windę) to na zewnątrz, choć w części, ostały się oryginalne detale architektoniczne, które po kolejnych renowacjach możemy podziwiać do dziś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.